GRY

sobota, 3 października 2015

Rozdział 9

Kastiel niebezpiecznie się do mnie przybliżył, a ja już byłam przy ścianie, więc powiedziałam przełykając ślinę:
- K-kas-tiel... cco ty rrobisz? - Powiedziałam bardzo przerażona, gdyż chłopak szedł prosto na mnie.
Był już tak blisko, a on, złapał mnie za nadgarstki, i przycisnął tak mocno do ściany, aż zawyłam..
Czułam od niego marychę, więc co się dziwić? Ale dlaczego ja..
Zaczął mnie całować po szyi, nie było to wcale przyjemne.. wyrywałam się, szlochałam ale to było na marne..
Schodził z tymi ''mocarnymi'' pocałunkami co raz niżej, w okolicach mojego biustu..
Zawołam jeszcze raz ale ujrzałam w jego oczach ciemność.. nie widziałam niczego,
Nagle zobaczyłam że z mojego ramienia cieknie krew..
Kastiel to zobaczył i po dłuższym zastanowieniu mnie puścił.
Opadłam bezwładnie na podłogę
czułam jeszcze wzrok czerwonowłosego który wybiegł z mojego mieszkania, zostawił mnie na pastwę losu, w moich oczach nastąpiła ciemność, umieram?
Nawet bardzo tego chcę, mój świat i psychika się rozwaliły, pozostały tylko po niej niewidoczne ślady.
Moje powieki opadały powoli, ostatnie to co ujrzałam moją krwawiącą rękę.
Opadłam na ziemię nieprzytomnie, widziałam białe światełko w tunelu, tak..już idę! - Powiedziałam w wyobraźni.
Kastiel
Boże! co ja zrobiłem!
Biegłem ile tchu w nogach, i dotarłem do domu, w którym byłem sam.
Byłem już ku blatu stołu i z całej siły walnąłem z pięści w blat
Mówiąc w wyobraźni:
Kurwa! co ja zrobiłem!
Widziałem jej szloch, i niepohamowane łzy, a ja robiłem to dalej..
I jej błagalny głos:
Kastiel! proszę przestań - Spojrzała na mnie ze łzami w oczach, a ja nic nie zrobiłem!
Jak zobaczyłem cieknącą krew po jej ramieniu, w końcu się ocknąłem, muszę po nią wracać i to już!
Ona prawdopodobnie już nie żyje! - Krzyczałem w myślach.
Wyszedłem z domu i wsiadłem do domu, popędziłem pod jej dom, w której panowała ciemność..
Jestem jakimś chorym ZJEBEM!
Wpadłem do jej domu, ona leżała w salonie bezwładnie na podłodze, i widziałem pod nią małą plamę krwi i jej drgawki.
Wziąłem ją na ręce, i wyszedłem z domu, wyglądała tak niewinnie, ona nie zawiniła tylko JA.
Położyłem ją na 2 siedzeniu, i trzymałem ją cały czas za rękę,
jechałem prawie na oślep, ale trafiłem do szpitala.
Wyjąłem ją delikatnie z samochodu, i wszedłem do szpitala.
Nie zostawiaj mnie..proszę.. - Powiedziałem, a już byłem ku drzwi.
Otworzyłem je, i podszedłem do kobiety stojącej z blatem i zawołałem:
- Proszę jej pomóc! - Krzyknąłem patrząc na Kriss.
- Proszę podać imię i nazwisko, jest pan kimś z rodziny?
- Kriss Daylight, nie, ale ona nikogo z rodziny.
- To nie możemy panu udzielać informacji, proszę czekać na lekarza.
Usiadłem trzymając ją cały czas na rękę, po 10 minutach przyszedł lekarz. Z jakimiś 4 facetami, wzięli ją ode mnie i usłyszałem jeszcze słowo lekarza który poszedł z nimi.
- Ona jest w stanie krytycznym! - Stwierdził lekarz
Wyjąłem komórkę i zadzwoniłem po Lysandra
Powiedział i za chwilę przyjedzie..
Nie wiem co z Kriss..

piątek, 2 października 2015

Rozdział 8

Wstałam z bólem głowy, nie wiem dlaczego ale wstałam,
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam dżinsowe podarte spodnie, i czarny stanik, oraz opadającą koszulkę na krótki rękaw.
Założyłam moje kochane kapciuszki, po których zostawił mi mój ojciec.Ciekawe co się u nich dzieje, nawet bardzo jestem tego ciekawa.
Otworzyłam drzwi, zeszłam schodek po schodku, i znalazłam się już
w moim DUŻYM przedpokoju, podeszłam do drzwi, do których prowadził pokój Nataniela.
O dziwo go już nie było, ale łóżko było posłane, i wszystko poukładane, po co ja się dziwię? On już taki jest.
Lecz znalazłam na stoliku nocnym karteczkę o treści.
Przepraszam że wyszedłem bez pożegnania, ale rano ojciec do mnie dzwonił, i nie był zadowolony że nie wróciłem na noc, więc jeszcze raz przepraszam, i dziękuję.
Nataniel chyba ma dość poważne problemy z ojcem, może będę mogła mu kiedyś jeszcze pomóc.
Przypomniało mi się, że dzisiaj poniedziałek!
Wleciałam szybko do łazienki, już ubrana jak poprzednio, podbiegłam do drzwi, zakładając czarne glany, wyszłam przed moją ''posiadłość'' i wyciągnęłam z torby klucz, włożyłam go do drzwi, a potem z powrotem do torby, wybiegłam do ulicy a następnie wbiegłam do szkoły.
Weszłam do szatni, i zmieniłam buty na tenisówki, krótkie czarne spodenki, i biała bluzkę, wiedziałam że mam teraz W-f.
Przebrałam się razem z Violką, Irys, Kim, oraz Rozą, bo Amber i jej psiapsiółki udawały niby że mają skręcone nogi.
Heh, niektórzy ludzie nie mają rozumu, i to są żywe przykłady.
Trener kazał nam biegać tam i z powrotem, a potem się porozciągać.
Obolała wyszłam już ubrana z szatni, i podążyłam na lekcję Fizyki.
Nie natknęłam się na Nataniela ani Kastiela, to dziwne, ale co mnie to obchodzi.
Poszłam na Fizykę, i usiadłam koło Białowłosego.
- Mogę usiąść? - Spytałam z Uśmiechem. Stojąc tuż przy białowłosym.
- Jasne, że możesz. - Powiedział nie odrywając się od notatnika.
Wyjęłam książki i nauczyciel coś tam tłumaczył, co już po całości
Umiałam, i odrobiłam od razu pracę domową.
Dzwonek zadzwonił, i już szłam do domu, po jesteśmy zwolnieni z ostatnich 5 lekcji.
Super, chcę żeby było tak codziennie!
Wróciłam do domu, i zadzwoniłam do Armina żeby wbijał na Cs'a.
Zgodził się chętnie wyjęłam laptop i 1,2,3,4,5,6 rundka i nasza drużyna wygrała 6 razy!
Wow.
Była już 19, a miałam za godzinę spotkać się z Kasem.
Eh, ciekawe co ma mi do powiedzenia,
Usłyszałam pukanie do drzwi, to był Kastiel, powiedziałam do niego, że niech poczeka a ja poszłam się umyć,
Wróciłam do niego.
A potem on się do mnie przybliżył, odsunęłam najdalej jak to możliwe..

7 Rozdział

'' Brak głosu, ''
Siedziałam sobie spokojnie w salonie, malując niedaleki krajobraz.
Ale ktoś musiał mi to przerwać, ponieważ zadzwonił mój telefon.
Na blokowaniu wyświetliło mi się 'Nataniel' i odebrałam.
Usłyszałam dość słaby głos, nie nie, raczej no! Nie wiem jaki!
- Kriss, trochę to dziwnie zabrzmi, ale.. mógłbym u ciebie zostać na noc? -Powiedział słabo.
- Tak, wpadaj kiedy chcesz...tylko nie w nocy..
Usłyszałam ciche '' Dziękuję..''
I się rozłączył.. o co mu może chodzić?
Ale jakbym się nie zgodziła, wyszłabym na zwyrodnialca.
Usłyszałam pukanie, pewnie to Nataniel.
Jednak zobaczyłam listonosza, starszego.
Wzięłam list i go przeczytałam:
~ Kriss, przepraszam cię, ja tego w ogóle nie chciałem, to.. ona sama mnie pocałowała..
Nie wiem co we mnie wstąpiło, po prostu nie wiem.. spotkajmy się jutro o 20.. Proszę.. ~Kastiel.
Oczy z orbit mi wyszły, jak on śmie jeszcze do mnie pisać, po tym co mi zrobił.. eh, może pójdę się z nim spotkać.
Usłyszałam kolejne pukanie do drzwi, więc pomyślałam że to Nataniel, i to był on, na rzucenie powiedział:
- Przepraszam że tak wparowałem, musimy porozmawiać. - Powiedział.
- Jasne, coś ci dać do picia? - powiedziałam spokojnie.
- Może Herbatę, dzięki..
Zrobiłam mu tą herbatę, wlałam ją do szklanki, i podałam mu do stołu.
Dotknęłam jego ramienia, a on cicho jęknął.
- Nataniel, wszystko z tobą w porządku? - Spytałam, przejęta tą sytuacją.
- Nic się nie stało.. - Rzucił.
- Nataniel, proszę, pokaż. - Zmierzyłam go spokojnym wzrokiem.
Odsłonił bluzę, i zobaczyłam wieelki siniak, zapytałam z troską:
- Kto ci to zrobił?
- ... Sprawy rodzinne.. - Powiedział opadając z sił.
Przytuliłam się do niego, tak żeby go nie zabolało.
- Dziękuję..że jesteś.. - Powiedział w prost do mnie.
-. Nie masz mi za co dziękować..
Wzięłam lód, i lekko przycisnęłam ją do jego ramienia, syknął.
- No już.. potrzymaj to trochę, idę ci wyciągnąć jakieś ubrania.-Powiedziałam z troską.
I poszłam na górę,
Szperałam w szafie, i znalazłam jakiś męski - T-shirt.
I zeszłam na dól, żeby podać mu ubranie.
- Dziękuję, już tyle dla mnie robisz..
- A ty dla mnie.
Powiedziałam i poszłam mu pościelić łóżko, w drugiej sypialni.
Obserwował każdy mój ruch, dlatego, czułam się nieswojo.
Pościeliłam, a on poszedł się przebrać.
Ja dokańczałam swój obrazek, i powiesiłam go na ścianie,
a Nataniel już wyszedł.
Pochwalił mnie, i poszedł już spać,
Ja zrobiłam to samo, ale czułam ze ktoś mi się przygląda.

6 Rozdział

D-dobrze.. - Jęknęłam się, patrząc mu prosto w oczy.
- To dziś o 17:20? - Powiedział ze swoim kryształowym uśmiechem.
- Okej, na razie.. - Ogarnęłam się, i poszłam do sali biologicznej.
W której siedzieli pewni chłopacy, jeden Czarnowłosy, drugi.. niebiesko?
Spojrzeli na mnie ukradkiem i powiedzieli z lekkim zakłopotaniem na twarzach.
- Jesteśmy nowi w tej szkole.. i nie wiemy gdzie co jest. - Powiedział pewniej niebiesko włosy.
- Jasne, jestem Kriss, bynajmniej nie wiem czy jestem nowa, czy stara, doszłam 5 tygodni temu. - Powiedziałam posyłając im uśmiech.
- Jestem Alexy. a ten tutaj.. Szturchnął drugiego łokciem- Armin, nałogowy gracz tych wyścigówek, Mój brat bliźniak..
- Ej! To nie są wyścigówki! Tylko Need For Speed.. I mi miło!
Krzyknął przyjaźnie.
- Chodźcie, oprowadzę was. Wyszłam na korytarz 2 piętra, i zeszłam.
- Tu jest, tak zwany... Yyy..
- Kącik spotkań? - Powiedzieli Armin I Alexy.
- No tak bym to uznała. - Śmiechłam się i poszłam dalej.
- Tu są sale a, b , c. Są to główne lekcje.
Podążali za mną jak pies za kijem, albo jak Lysander za Notatnikiem.
- Tu jest pokój gospodarzy, siedzi tam głownie Nataniel.
Weszłam do pokoju, i ujrzałam jak Nataniel robi pompki..
- Na-ta-ni-e-l? - Wyjąkałam przerażona..
- Ja em, ee,... - Cofnęłam się, razem z braćmi za drzwi.
- Wow! Takie atrakcje jak GTA V! - Odezwał się Armin.
Ponieważ Alexy był sparaliżowany, biedny..
- Dzisiaj już nie zasnę.. naprawdę!
A chłopaki się tylko zaśmiali.
- Grupowy uścisk!
Zrobili mi wielki przyyytuull!
Słodziaki.
- Dobra, my się zmywamy! - Powiedział Alexy.
- Z talerza! - Dopowiedział Armin.
- Dobra dobra, papatyki.
- Paa. - Powiedzieli chórem i odeszli.
Była już 16 30, a lekcje się już skończyły.
Wyszłam na dziedziniec, i przysiadłam się koło mojego ulubionego drzewa, i rysowałam portret Lysa.
A nagle jak z podziemi wyrósł Lysander.
- Przestraszyłeś mnie!
- Och, przepraszam.. - Powiedział i przysiadł się do mnie z uśmiechem.
- Więc idziemy?
- Z tobą zawsze. - Powiedziałam z uśmieszkiem.
- No to w drogę. - Jego uśmiech nie schodził mu z twarzy, tak samo jak mi.
Rozmawialiśmy na różne tematy, o muzyce, szkole, i się dowiedziałam że Lysander ma zespół o nazwie Winged Skull!
Podeszliśmy do ławki, i sobie usiedliśmy.
- Wiesz, czy mogę... zajrzeć do twojego.. rysownika? - W końcu powiedział.
- Jasne, - Podałam mój rysownik a on podał mi swój notatnik.
Były tam piękne wiersze, i piosenki..
(A oto kilka z nich:)
1.In the near wind playing on the leaves,
The sky is cheer ..
The sun emerges from the clouds.
Life giving nature,
And reminding us of love,
About the life in two,
Where one's heart with another
Splits easily drudgery of life.
Let the ray of sun
Indicates our hearts
Our way of life,
That love was beautiful
And the life of happiness did.
Our minds possessed
I lasted forever.
Oh - the sun so much you owe,
The fact that the wind playing on the leaves,
It is that we love..
2.When I think about you today ...
Remind me of my most beautiful dreams ...
When you look ...
Everything goes wrong to me ...
When you are not near me ...
This I feel very bad ...
When you come weaker days ....
You can cry me ...
Maybe I can help you in then ...
How will I be able to do so ...
So remember, you have me ...
I will always loved you: *
***
- Czyżby to ja? - Powiedział rumieniąc się.
- No.. tak. - Powiedziałam niepewnie.
A on się bardziej zarumienił jak burak.
- No już już. - Przytuliłam się do niego i usłyszałam jakiś hałas.
- Kastiel? - Podeszłam do czerwonowłosego, który był całkiem pijany..
- Kastiel, do cholery! mówiłem ci żebyś tyle nie pił.
- Musimy go zanieść do domu.. - Dodałam po namyśle.
- Tak.. - Zgodził się ze mną Lysander.
Wzięliśmy go pod ramię i zanieśliśmy go do domu..
Ja i Lysander rozeszliśmy się, do swoich domów.
KONIEC.

Rozdział 5

Położył mnie na Kanapie, oczywiście wybrał jakiś Horror. Nagle powiedział:
- Jesteś inna niż te wszystkie które miałem. - Powiedział ale pewnie nie zdał sobie sprawy co powiedział, więc zasłonił swoje usta ręką.
- Aha, inaczej jesteś z nimi 2 tygodnie, i potem masz je w dupie, rozumiem że ze mną chcesz też tak zrobić. - Westchnęłam ciężko, i włożyłam do uszu M-3, żeby go nie słyszeć.
A on wyjął mi słuchawki z uszu, i przysiadł się do mnie.
- Zaufaj mi, ty jesteś inna niż tamte, po prostu jestem zimnym draniem. - Powiedział z drganiem w głosie.
- Ja po prostu nie mogę zaufać nikomu, oprócz rodzinie, której nie ma.
- Moich też nie ma, moja Matka to Stiuardestka, a ojciec pilotem samolotu.
- Mamy wiele wspólnego, ale ja ci wciąż ci nie ufam.
- Zależy mi na tobie..- Szepnął mi do ucha.-
Przysunął się do mnie, i pocałował..
Nie wiem, był taki namiętny i tak, nie wiem jak to uznać...
I to mi się podobało..
**** Perspektywa Kastiela ****
Wciąż słyszałem i widziałem łzy tych lasek które były ze mną..
Mam tego dość.
Muszę ją jakoś przekonać do siebie..
I już wiem jak. - Zaśmiałem się w myślach. -
Pocałowałem ją, a ona, mnie po prostu odepchnęła i zamknęła się w łazience..
Coś nie tak?
Może ma jakiś uraz, albo teraz się mnie boi co jej powiedziałem..
- Kriss, proszę, wyjdź.. - Powiedziałem błagalnym głosem.
Ta dziewczyna jest serio inna.
Może pora przestać być zimnym draniem?
Więc jeszcze raz spytałem:
- Kriss, w porządku?
A ona się nawet nie odezwała..
Otworzyła drzwi, i uwiesiła mi się na szyi, może okresu dostała?
Ku*wa Kastiel, o czym ty myślisz..
Nagle powiedziała, ale przedtem mnie puściła..
- Muszę iść na chwilę do domu..
Trochę zdziwiony ją puściłem, robię coś nie tak?
Wybiegła za drzwi, z rozbiegiem..
Muszę za nią iść.
I poszedłem niezauważony.
*****Perspektywa Kriss.********
Nie no, to nie może dziać się naprawdę,
Ja się chyba.. zakochałam
A obiecałam sobie..
Weszłam do domu, i poszłam do salonu, a tu nagle mi ktoś wyskakuje!
- Aaaaa! - Padłam na podłogę..
To był Nataniel..
I nagle do domu wpadł Kastiel.
Zobaczył mnie leżącą na podłodze i Nataniela..
Rzucił się na niego. a ja powiedziałam ukradkiem:
- Ka-stiel, n-ic się nie- stało.. Podniosłam się z ziemi..
Kastiel prawie przyłożył mu prawego sierpowego, i podszedł do mnie.
Nataniela już nie było Kastiel spytał się mnie, jak się czuje..
- Słabo, po oberwałam o schody.
Byłam prawie nieprzytomna..
Kastiel wziął mnie na ręce i poszedł do mojego pokoju..
Zasnęłam, szybko.

Rozdział 4

Ocknęłam się w jakimś szpitalu, nie widziałam dokładnie dokąd trafiłam, miałam wszystko zamazane przed oczami, ale ujrzałam białowłosą czuprynę, lecz to nie był Lysander, tylko Rozalia.
Próbowałam wstać, ale ktoś z powrotem posadził mnie na łóżku, przetarłam oczy, i zobaczyłam że Rozalia podaje mi Herbatę, mówiąc z współczuciem, więc zapytałam jej się, co się stało, a ona na to;
- Jak Lysander mi mówił, miałaś rozciętą rękę, kiedy przyszłaś do domu dostałaś gwałtownego krwotoku, i padłaś na podłogę, Kastiel prawie dostał zawału, pierwszy raz widzę go w takim stanie.
- A jest tutaj?
Kastiel się O MNIE martwi, gdzie jest Kastiel i co z nim zrobiłaś!
- To trochę dziwne, ale chyba ty jesteś mu bliska.
Boże, co się z nim stało.
- I bym zapomniała pojechał do ciebie do domu, żeby zabrać ci ciuchy, będziesz mieszkać na razie z nim.
Otworzyłam oczy na oścież...
Będę mieszkać z Kastielem...
Inna dziewczyna by podskakiwała ze szczęścia, ale ja się go trochę boję..
Właśnie do sali wszedł Nataniel, i powiedział że mnie zwolni, nakłoni też nauczycieli, żeby akurat mi, nic nie zadawali, kochany jest.
- Cześć Kriss, i jak? w porządku? - Usiadł na moim łóżku, i mnie przytulił.
Kriss Magnes, hehe, tylko ja nie chce grać na dwa fronty..
- Cześć Nataniel, wszystko dobrze, a jak u ciebie?
- Załatwiłem ci zwolnienie ze szkoły, nie musisz się na razie martwić.
- Dzięki! Kochany jesteś. - Przytuliłam się do niego, a on się zaczerwienił.
- Przepraszam, muszę już iść.. papierkowa robota.
- Dobra, czeeść.
- Pa, Krisiu..
' Krisiu' to zaczyna mnie co raz bardziej dziwić, eh, i jak ja mam żyć.
Jeszcze Kastiel zacznie się do mnie kleić, zajebiście..
Jestem bardziej zbulwersowana, niż wkurzona.
Dobra, o czym ja będę myśleć?
Będę u niego tylko kilka..tygodni..
Położyłam się na drugi brzeg łóżka i zasnęłam.
Tak około, 15 obudziłam się, bo miałam mieć szytą rękę.
Oczywiście, pracownicy traktują chorych jak śmieci,
Witajcie w Naszym Świecie. - Powiedziałam sobie głośno w myślach.
Nawet nie zajęczałam podczas szycia, nie jestem tym typem.
Szwa była dość spora, bo podobno tamten zbok, przejechał mi nożem po ramieniu.
Zajebiste życie.
Usłyszałam warkot motoru, Kastiel, już się boję,
Ciary przeszły mi przez ciało..
Tak się zamyślałam, że nawet nie zauważyłam że jest obok mnie..
- O czym tak myślisz?
- O tym że, mam mieszkać zupełnie z obcym mi facetem, w jego domu.
- Niedługo poznasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny, zobaczysz. - Uśmiechnął się do mnie w blasku w oczach.
O co mu chodziło..
Pomógł mi wstać, i poszedł po receptę, a ja usiadłam, i poczekałam na niego.
Wyszedł bardzo szybko, i jak wyszliśmy powiedział:
- Usiądź na motor, bo nie dojedziemy. - Uśmiechnął się chytrze.
- Proszę, tylko nie szybko..
A on chyba to zrozumiał jako '' Jedź, szybciej niż przeciąg''
Myślałam że te szwy, to mi się urwą.
Staliśmy już przed jego domem.
A on, otworzył mi drzwi, i od razu spytał:
Wolisz spać na kanapie czy.. ze mną?
Otworzyłam oczy tak szeroko że aż zabolało.
- Mi to obojętne, i tak każdy się do mnie klei.
A on, podszedł do mnie do tyłu,i kołysał, a ja miałam nadal ręce na piersiach.
- Może lepiej jakbyś mnie bliżej poznała?
- Niech ci będzie..
I wziął mnie na ręce, i zaniósł na kanapę.

III Opowiadanie

Obudziłam się pod kocem, z lewej leżał Kastiel-. Normalka.
Lecz po prawej, Lysander?
Wszyscy spali, tylko ja wstałam, oczywiście wstałam, - Prawie gleba i Kac Vegas.
I wzięłam się za śniadanie, upiekłam im naleśniki, oczywiście z Nutellą, a tu potem wstał Lysander.
- Przysiądź się do stołu, naleśniki. Podałam mu jedzenie, i zaczęłam sparzyć nowe, jak prawdziwy Kuch Mistrz!
- Widzę, że gotowanie nieźle ci idzie. - Wpatrywał się we mnie Lysander.-
- Dzięki, mieszkam sama, więc wiesz, muszę sobie radzić.
- Mieszkasz sama, a gdzie są twoi rodzice? - Zapytał jak zwykle, z troską w głosie.
- Wyjechali za granicę, zostawili mnie samą.
- I jak sobie radzisz?
- Zasypujesz mnie milionowi pytań, Dobrze. - Powiedziałam ze śmiechem.
- Dobra, Dobra.
I wstał Kastiel.
- Widzę że dzienne pogaduszki, co? Lys, ona jest moja.
- Kastiel, proszę idź się ubierz, twoja koszulka jest na Żyrandolu.
- I nie jestem twoja.
- Dobra dobra, bo się zmęczysz.
- Lys, ja idę do sklepu, weź go popilnuj, jeszcze zrobi coś głupiego.
Jak tak powiedziałam, tak zrobił.
Wow, pani świata.
Usłyszałam głos Kastiela:
- Kup jeszcze piwo.
- Nie za dużo wypiłeś?
- No proszęęę.
- Dobra, tylko spokój ma być.
I poszłam do tej apteki, po te tabletki,
I kupiłam te piwo, musiałam pokazać dowód, a jak.
Zapłaciłam i wyszłam na ulicę, ktoś mnie złapał za ramię, i przycisnął do po bliskiego auta.
Był to wysoki, łysy facet, też umięśniony.
- No cześć Mała..
- Cześć i Pa! - Kopnęłam go w kroczę, i uciekłam.
Wpadłam do domu Lysandra jak oparzona.
- Co się stało? Wbiegłaś do domu, jakby cię ktoś gonił.
- Po prostu, jakiś facet mnie zaczepił i przycisnął do auta.
- Powiedziałam ironicznie.
- Nic ci się nie stało?
Właśnie nie było dobrze, rozcięłam sobie rękę, z której krew spływała krew, oczywiście Lysiek, jak oparzony, wyjął bandaż.
- Nic ci naprawdę nie jest? Jesteś blada.
Zakończył te bawienie się moją ręką, i posadził mnie na kanapie, a potem z łazienki wyszedł Kastiel.
- Co się stało? na ręku, masz jakiś bandaż i cały przemoczony krwią, - Powiedział z troską w głosie.
Już nic nie pamiętałam, zemdlałam.

środa, 30 września 2015

Opowiadanie II

Rozdział Drugi~
Obudziłam się, a koło mojego zachwytu ujrzałam Kastiela, który wpatrywał się we mnie jak zaczarowany, jak zobaczył że się obudziłam, od razu powiedział.
- Jak się spało księżniczko? - Powiedział z lekkim śmiechem.
- Dobrze, tylko szyja mnie boli, zbyt kościsty jesteś.
- Bynajmniej nie wyglądam chucherek, jak pan Srajtaśma.
- Mówisz o Natanielu? nie zbyt celny, ale już wargę rozciął w pierwszym dniu szkoły.
- Mam zezwolenie na zabicie?
- Oczywiście, znaczy Nie, nie..
- Nie martw się nie zrobię mu nic, na razie- Szepnął mi do ucha.
A on, przybliżył się do mnie i patrzył prosto w oczy, i powiedział.
- Księżniczko, jesteś moja.
I musnął moje wargi i po prostu wyszedł z domu.
Boże, o co mu chodziło z tym '' Jesteś Moja '' ? zaczynam się go bać, ale coś mnie do niego ciągnie, nie wiem zupełnie co.
Poszłam zrobić śniadanie, oczywiście musiałam wywalić patelnię na podłogę, zjadłam szybciutko i poszłam się ubrać, uczesałam włosy na prosto, bo tak było mi najlepiej.
Wyszłam z domu, i przewrotem zamknęłam drzwi, wybrałam się do sklepu odzieżowego i nagle na kogoś wpadłam, oczywiście..
-Uważaj jak Chodzisz!
-Przepraszam, nie wdziałam cię.
-Nic się nie stało, Rozalia jestem, Roza.
- Kriss, miło mi..Rozalio.
- I teraz pytanie do ciebie, może byś chciała przyjść na Imprezę u Lysandra?
- No nie wiem..- Powiedziałam niepewnie.
- No nie marudź! Obiecaj mi że przyjdziesz.
- No dobra dobra.
I poszłam na te zakupy, kupiłam granatowe buty na koturnie, dość krótką spódniczkę, długie rajstopy w kratkę, i dresową kurtkę.
Podeszłam do kasy i sprzedawczyni wyliczyła mi 250 $, na szczęście zostało mi jeszcze 500$..
Wyszłam ze sklepu, i nagle jakiś wysoki chłopak chwycił mnie z ramię.
Był dość wysoki, spodnie moro i dosyć umięśniony.
i Nagle powiedział.
- Kriss! i przytulił się do mnie.
- Przepraszam, może się pan pomylił, ale ja pana nie znam.. - Powiedziałam lekko przerażona.
- Nie pamiętasz mnie, to ci przypomnę. - Powiedział z Uśmiechem i wyciągnął ze spodni zdjęcie.
- Masz. Podał mi zdjęcie a ja przyjrzałam się mu bardzo uważnie.. czyżby to..
- Ken! - Tym razem ja, uwiesiłam mu się na szyi.
- Jednak pamiętasz.
- Jakbym mogła zapomnieć, odkąd ty wyjechałeś do szkoły wojskowej..
- Widzisz, teraz właśnie wczoraj wróciłem z tej szkoły. - Popatrzył mi w oczy i odgarnął włosy z policzka.
- A ty, teraz gdzie będziesz mieszkać?
- Na Rutkowej 87.
- To nie daleko mojej!
- Fajnie, a teraz muszę już lecieć pomóc ojcu.
- Dobra cześć Ken! - Przytuliłam się do niego, a on mnie pocałował w policzek.
I poszłam do domu.
Ubrałam te buty na koturnie, i to wszystko co kupiłam. i poszłam na tą imprezę.
Ku zdumieniu moich oczu, otworzył mi wysoki, białowłosy chłopak w stylu wiktoriańskim, i miał hetero chromie taką samą jak ja!
- Pan Lysander? - Powiedziałam słodko.
- Tak, a ty..?
- Kriss Miło. - A on, pocałował moją dłoń, cóż za maniery!
- Wejdź śmiało.
Ujrzałam ogromny dom, oczywiście w stylu wiktoriańskim, tęntnacą ludźmi, ujrzałam Rozalie, gadającą z jakimś chłopakiem, więc nie przeszkadzałam.
Było takie losowanie, i wypadło moje imię, chodziło o to w tym, że musisz zaśpiewać daną piosenkę.
Weszłam tam z oporem przy małej pomocy Rozalii.
( Proszę włączyć daną piosenkę, żeby było realistyczniej!https://www.youtube.com/watch?v=rtOvBOTyX00)
Zaczęłam śpiewać.
Heart beats fast colors and promises
How to be brave how can I love when I'm afraid to fall
But watching you stand alone
All of my doubt suddenly goes away somehow
One step closer
I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
Time stands still beauty in all she is
I will be brave I will not let anything take away
What's standing in front of me
Every breath every hour has come to this
One step closer
I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
And all along I believed I would find you
Time has brought your heart to me
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
One step closer
One step closer
I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
And all along I believed I would find you
Time has brought your heart to me
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more.
Heart beats fast colors and promises
How to be brave how can I love when I'm afraid to fall
But watching you stand alone
All of my doubt suddenly goes away somehow
One step closer
I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
Time stands still beauty in all she is
I will be brave I will not let anything take away
What's standing in front of me
Every breath every hour has come to this
One step closer
I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
And all along I believed I would find you
Time has brought your heart to me
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
One step closer
One step closer
I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
And all along I believed I would find you
Time has brought your heart to me
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
Widownia zaczęła szaleć.
Ja padnięta zeszłam ze sceny, i znowu zdziwiłam się, bo pomógł mi w tym.. Kastiel!
Był bardzo uśmiechnięty, wyprowadził mnie na przedpokój i powiedział.
- Jakbym wiedział że tak śpiewasz to bym cię od razu brał.. - Powiedział jak zawsze szarmanckim uśmieszkiem.
- Heh.

Opowiadanie I

Rozdział Pierwszy.
Od czasu wyjazdu rodziców za granicę, jestem sama, szkoda że jestem tylko jedynaczką.
7.00.. budzik dzwoni, a ja jeszcze się nie obudziłam..a dzisiaj pierwszy dzień szkoły!
Wstałam marudnie, i poczłapałam do łazienki.. umyłam się, wyszłam z wanny, oczywiście moje włosy były jakbym wyszła z pralki.. 15 minut mi to zajęło. weszłam na górę ubrałam bluzę z moim ulubionym zespołem, '' Winged Skull'' i czarne spodnie przylegające do jak ja to uznaje..''Dupy''.
Wzięłam plecak, i oczywiście moja mp3.
Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi i wyszłam szłam z jakieś 5 minut.
Znalazłam się w liceum '' Słodki Amoris''.
Trochę dziwnie, jedno polskie jedno angielskie.
Weszłam na ładny dziedziniec, i weszłam do szkoły oczywiście wpadłam na..
- Uważaj jak idziesz fajtłapo! :- Powiedziała pchnęła mnie.
-Eh.. Czasami ci ludzie nie są zbyt mili..
Udałam się do pokoju gospodarczego a tu nagle podchodzę do drzwi wystawiam rękę żeby zapukać i leże na glebie..
Wyszedł z niego wysoki blondyn o miodowych oczach dziwnie przerażony..
- Ałł... -spojrzałam na chłopaka, a on pomógł mi wstać..
- Boże! nic ci się nie stało?!
- Nie, tylko rozcięłam sobie wargę..
O dziwo zaprowadził mnie do pokoju gospodarczego, wyjął chusteczkę i przyłożył mi ją do ust..
- Boli?
- Nie..chyba nie...
- Jestem Nataniel, gospodarz szkoły.
- Kriss, bynajmniej jestem nowa. * Uśmiech.*
- Wiesz, muszę już iść Pa Nataniel Emotikon colonthree
Wyszłam na dziedziniec i nagle ktoś mnie wziął za ramię i do siebie przyciągnął..
- No cześć mała, gdzie się tak śpieszysz? PKP dopiero o 15.
-. Po pierwsze, nie jestem mała.. nie śpieszę się.
- Lubie takie pyskujące. -.; Uśmiechnął się szyderczo.
- Eee, Kriss jestem..
- Kastiel jestem, przystojniak w tej szkole Emotikon colonthree wiec nowa jesteś czy wyprana w pervolu?
- Eh, możesz mnie puścić, bo muszę iść do domu.
- Może cię odprowadzę?
- Ok, towarzystwo mi się przyda.
- W jakim sensie ''Towarz..'' -. Nie dokończył zdania bo zastawiłam mu usta palcem.
- To idziemy?
- Prowadź Madmossile. -. Uśmiechnął się szarmancko i poszedł za mną.
Szliśmy w milczeniu bo dotarliśmy do domu w 5 minut.
Otworzyłam dom, i weszłam do środka.
- Może wejdziesz?
- Pierwsze spotkanie i już na mnie lecisz. Jasne że wejdę, wszedłbym nawet oknem.
- Jesteś dziwny. -. Zaśmiałam się krótko i weszłam.
- Kawy, Herbaty?
- Herbaty jeśli można.
Rozłożył się na kanapie i włączył telewizor.
Zaparzyłam herbatę Ekpressowo, i nie zauważyłam że się na mnie gapi.
- Ładnie wyglądasz jak się śpieszysz -. Powiedział robiąc usta w podkówkę.
- Masz tą Herbatę. - Podałam mu Herbatę prawie na niego wylewając.
- Ja idę się wykąpać obejrzymy coś?
- Widzę, że mnie polubiłaś, bo tak zaczynasz. -. Zaśmiał się krótko i poszedł wybrać film.
Weszłam się umyć podstawowe czynności.
O kurde! zapomniałam wziąć ubrań..
Zawinęłam się w ręcznik. i szybko weszłam na górę w nadzei że mnie nie zauważył.
-. Fajne robisz mi widoczki.
- WYJDŹ STĄD ZBOKU!! -. Rzuciłam w niego poduszką zamknęłam drzwi i się przebrałam.
Otworzyłam drzwi i przysniąsłam popcorn.
- No w końcu wylazłaś. -. Powiedział niby oburzony.
- Wybrałeś coś?
- Same romansidła, nie dla mnie.
- Ach tak? podeszłam do szafki która była zawalona Horrorami, fantasty itd.
- Jesteś moim ideałem! -. Gwałtownie podniósł się z kanapy, i wziął ręce do góry.
- No już, już.
Włączyłam jakiś niby ''straszny Horror'' i usiadłam obok Kasa a on przyciągnął mnie do siebie.
Zrobiłam wytrzeszcz oczu, ale przestałam, jedna scena była straszna, aż wtuliłam się w muskularne ramię Kastiel'a.
A on, położył moją głowę na swoim kolanie.
Zasnęłam, na jego kolanach.